Schodzę na dół, słyszę że brat już przyjechał z tą swoją pieprzoną, rozgadaną, ohydną normiczką. Pierwsze co mówi do mnie OOOO JAK TAM? HEHEHEHE. Taki sztuczny wymuszony śmiech jak zwykle. Daje mi opłatek i zaczyna monolog bezsensownych życzeń których mi nawet nie chce życzyć i które się nie spełnią. W końcu ŻEBYŚ SOBIE W KOŃCU JAKĄŚ ZNALAZŁ HEHEHE. I zażenowane miny rodziców i rodzeństwa w stylu TA, ON I DZIEWCZYNA a ja

Synco



















