Cześć. Od 20 lat siedzę w IT i zarządzaniu projektami. Sam od dawna jestem żonaty, więc ten cały dzisiejszy rynek matrymonialny to dla mnie trochę abstrakcja. Ale jak słucham znajomych albo czytam tag #tinder tutaj, to łapię się za głowę. Ghosting, tracenie tygodni na pisanie z którego nic nie wynika, fałszywe konta i algorytmy nastawione tylko na dojenie z kasy na konta premium.
Siedzę nad projektem, który całkowicie wywala etap bezcelowego czatowania na
@mikens: Dokładnie tak! Podejście do relacji się zmieniło, ale duża w tym wina samych narzędzi, które promują powierzchowność i lenistwo. Chcę sprawdzić, czy drastyczna zmiana mechaniki (wymuszony brak czatu) przyciągnie z powrotem tych ludzi, którzy tęsknią za tym starym, bezpośrednim: 'to gdzie idziemy na kawę?'. To ryzykowne założenie, dlatego tak bardzo potrzebuję tych danych z ankiet. Dzięki za wsparcie!
@quarien: Strzał w dziesiątkę z tym porównaniem! Dokładnie o to chodzi – bierzemy z Timeleft odgórną organizację, ale stawiamy na spotkania 1 na 1. Masz 100% racji z traktowaniem apek jak TikToka do zabijania czasu. Dlatego całkowicie wycinamy czat. Opłata za organizację spotkania ma być naturalnym, bezlitosnym filtrem na 'zbieraczy atencji'. Pomysł po prostu automatyzuje Twoje podejście: konkretny termin, sprawdzony lokal. Wchodzisz w to albo nie. Twój ostatni wniosek to
@gorobei: Masz 100% racji, na tym właśnie polega patologia Tindera. Oni żyją z abonamentów, więc ich algorytm jest wręcz zoptymalizowany pod to, żeby trzymać Cię w apce jak najdłużej. Z ich perspektywy Twoja udana randka i usunięcie konta to po prostu strata klienta. U mnie cały myk polega na wywróceniu tego modelu do góry nogami. Nie ma żadnych subskrypcji, kont VIP ani mikropłatności. Projekt ma zarabiać prowizję tylko i wyłącznie
@piwakk: Pewnie, w idealnym świecie tak to dokładnie wygląda, jest flow, łapiecie kontakt i na drugi dzień pijecie kawę. Ale bądźmy szczerzy ile trzeba 'pustych' matchy, wiadomości bez odpowiedzi i urwanych po dwóch zdaniach rozmów przesiać, żeby trafić na tę jedną osobę, z którą tak gładko pójdzie? To właśnie ten żmudny proces selekcji, odbijania się od ściany i ghostingu zajmuje ludziom tygodnie i powoduje zmęczenie materiału. Mój projekt nie jest
@gorobei: Z jednorękim bandytą pełna zgoda, to niszczy głowy i daje nieskończoną iluzję wyboru. Ale co do darmowego darmowego żarcia, to kwestia szczelności procesu. Wystarczy, że opłatę serwisową za zorganizowanie randki musi z góry opłacić każda ze stron. Jak ktoś chce iść tylko po to, żeby się najeść na cudzy koszt, to przy przymusowej opłacie wpisowej rzędu 50 zł, taka darmowa kawa po prostu przestaje mu się kalkulować finansowo. Dodajesz
Od 20 lat siedzę w IT i zarządzaniu projektami. Sam od dawna jestem żonaty, więc ten cały dzisiejszy rynek matrymonialny to dla mnie trochę abstrakcja. Ale jak słucham znajomych albo czytam tag #tinder tutaj, to łapię się za głowę.
Ghosting, tracenie tygodni na pisanie z którego nic nie wynika, fałszywe konta i algorytmy nastawione tylko na dojenie z kasy na konta premium.
Siedzę nad projektem, który całkowicie wywala etap bezcelowego czatowania na
Masz 100% racji z traktowaniem apek jak TikToka do zabijania czasu. Dlatego całkowicie wycinamy czat. Opłata za organizację spotkania ma być naturalnym, bezlitosnym filtrem na 'zbieraczy atencji'. Pomysł po prostu automatyzuje Twoje podejście: konkretny termin, sprawdzony lokal. Wchodzisz w to albo nie.
Twój ostatni wniosek to
U mnie cały myk polega na wywróceniu tego modelu do góry nogami. Nie ma żadnych subskrypcji, kont VIP ani mikropłatności. Projekt ma zarabiać prowizję tylko i wyłącznie
Ale bądźmy szczerzy ile trzeba 'pustych' matchy, wiadomości bez odpowiedzi i urwanych po dwóch zdaniach rozmów przesiać, żeby trafić na tę jedną osobę, z którą tak gładko pójdzie?
To właśnie ten żmudny proces selekcji, odbijania się od ściany i ghostingu zajmuje ludziom tygodnie i powoduje zmęczenie materiału.
Mój projekt nie jest
Ale co do darmowego darmowego żarcia, to kwestia szczelności procesu. Wystarczy, że opłatę serwisową za zorganizowanie randki musi z góry opłacić każda ze stron. Jak ktoś chce iść tylko po to, żeby się najeść na cudzy koszt, to przy przymusowej opłacie wpisowej rzędu 50 zł, taka darmowa kawa po prostu przestaje mu się kalkulować finansowo. Dodajesz