Takich spraw jest tysiące jednak z dniem dzisiejszym miarka się przebrała. Wiem, że na wykopie były już trochę tego typu informacji jednak postanowiłem opisać swoją historię i wykazać jak bardzo firmy telekomunikacyjne - w tym Orange dba o swoich klientów oraz jaki jest poziom wyszkolenia ich pracowników. Być może wasze rady w komentarzach przyczynią się do wygrania "wojny" - bo tak to trzeba nazywać.<br /><br />8 marca 2010 roku w salonie Orange w Lublinie przy ulicy Narutowicza 24 została podpisana umowa o świadczenie usług telekomunikacyjnych z intencją przeniesienia numeru stacjonarnego (nazwijmy go numerem Y) od innego operatora (Netia). Został wydany mi telefon stacjonarny w Orange wraz z kartą SIM i numerem telefonu (nazwijmy go numerem X). Przez ponad miesiąc od podpisania umowy nie mogłem korzystać z telefonu Orange. Nie mogłem wykonywać żadnych połączeń wychodzących jak i wchodzących na numer X i numer Y. Przy każdej próbie w słuchawce był komunikat: "Połączenie nie może być zrealizowane...". Świadczyło to o tym, że wykupiona usługa w Orange jest nieaktywna. Firma Orange wystawiła mi fakturę na kwotę 20 zł brutto za okres rozliczeniowy 10.03.2010 - 10.04.2010 czyli za okres, w którym telefon nie był aktywny. W regulaminie Orange wyraźnie jest napisane że naliczanie jakichkolwiek opłat abonamentu rozpoczyna się od momentu aktywacji karty SIM. Dlatego bardzo się zdziwiłem że skoro wykupiona usługa nie działa to jakim prawem ktoś może kazać mi płacić za jej "korzystanie".<br /><br />12 kwietnia 2010 roku złożyłem reklamację telefoniczną dzwoniąc do biura obsługi klientów Orange u Pana Michała Olejarczyka. Moja reklamacja została przyjęta do rozpatrzenia. W dniu 15 kwietnia 2010 roku otrzymałem informację smsem od Orange o następującej treści: "Twoja karta SIM jest teraz aktywna...". W tym wypadku przy próbie zadzwonienia z telefonu Orange otrzymywałem informację że: "W celu wykonywania rozmów... należy aktywować strefę...". Dodam że w okresie od 08.03.2010 do 14.04.2010 roku dostawałem komunikat: "Połączenie nie może być zrealizowane". Czyli wychodzi na to że dopiero 15 kwietnia 2010 roku moja karta SIM została uaktywniona, a powinna zostać od razu w momencie zawierania umowy. Tego samego dnia wysłałem do Orange smsa aktywującego tzw. "Strefę" i już mogłem korzystać w pełni z telefonu stacjonarnego. Również tego samego dnia numer Y z operatora Netii został przeniesiony i podpięty do Orange.<br /><br />Przez cały okres od 08.03.2010 do 14.04.2010 nie przychodziły mi żadne smsy z Orange informujące o czymkolwiek, jedynie co mogłem usłyszeć przy próbie dzwonienia to "Połączenie nie może być zrealizowane". Dodam jeszcze, że próby aktywacji "Strefy" w tym okresie zakończone były niepowodzeniem - tzn. sms nie mógł być wysłany.<br /><br />Dzisiejszego pięknego dnia zostałem poinformowany przez Panią Sylwię Zielińską (telefonicznie) z Orange że moja reklamacja została odrzucona. Pomyślałem, że to jakiś żart... Pani Zielińska nie potrafiła mi wytłumaczyć dlaczego nie mogłem wykonywać połączeń z telefonu oraz dlaczego dopiero w dniu 15.04.2010 roku przyszedł mi sms o treści: „Twoja karta SIM jest teraz aktywna”. Według niej powinienem wykonać aktywację „Strefy” od razu po podpisaniu umowy – w celu wykonywania połączeń. Niestety ta aktywacja nie jest możliwa jak już wspomniałem wcześniej bez aktywacji karty SIM. Pani Sylwia Zielińska stwierdziła że według niej karta SIM została aktywowana w ciągu 2 dni roboczych od dnia podpisania umowy. Jest to nie prawdą ponieważ próby aktywacji „Strefy” przez okres 08.03.2010 roku do 14.04.2010 zakończone były niepowodzeniem.<br /><br />Dodatkowo Pani Sylwia Zielińska stwierdziła że sms o treści „Twoja karta SIM jest teraz aktywna” dnia 15.04.2010 roku informował mnie o przeniesieniu numeru z Netii do Orange, a nie aktywacji karty SIM. W tym momencie pomyślałem sobie że się chyba przesłyszałem. Niestety słuch mam dobry... Dla mnie sms o tej treści jasno mówi o tym że karta jest aktywna, a nie że numer został przeniesiony. Skoro według Pani Zielińskiej świadczy to o przeniesieniu numeru to jest to wprowadzanie klienta w błąd. Nie wiem w ogóle jak firma Orange prowadzi szkolenia dla swoich pracowników. Jeżeli firma Orange zatrudnia takie osoby dla których czarne to białe, a białe to czarne to świadczy to o ich podejściu do klienta.<br /><br />Próbowałem na każdy sposób wytłumaczyć Pani ZIelińskiej jakie brednie ona mi mówi ale to wszystko na marne. Dla pracownika Orange słowa języka polskiego mają zupełnie inne znaczenie niż w słownikach i podręcznikach. Zapytałem się pani Sylwii po co do mnie dzwoni w takim razie czy żeby mnie poinformować tylko o odrzuceniu reklamacji czy żeby coś wyjaśnić bo jeżeli to drugie to przydało by się Pani Sylwii poduczyć trochę języka polskiego. Pani powiedziała że chciała to wyjaśnić jednak status reklamacji jest już zakończony... - to w takim razie jak jest zakończony to po co w ogóle chce ze mną coś wyjaśniać ??? - moich nerwów szkoda i czasu... nie rozumiem takiego postępowania.<br /><br />Obecnie Orange naliczyło mi kwotę 20zł (brutto) do zapłacenia za okres 10.03.2010 – 10.04.2010, czyli za okres w którym nie mogłem korzystać z telefonu ponieważ operator nie aktywował karty SIM. Oczywiście fakturę opłaciłem równocześnie ze złożeniem reklamacji. Kwota 20 zł jest kwotą "groszową" ale moim zdaniem Orange dopuściło się bez prawnego naliczenia kosztów abonamentu za okres 10.03.2010 – 10.04.2010. Jak trzeba to i mogę wydać 500 zł na "wojnę" z Orange... stać mnie - chodzi tu o honor i "normalne" podejście do klienta, a nie robienie z niego idioty.<br /><br />W tej chwili czekam na oficjalne pismo z Orange. Pewnie dojdzie na dniach. Prosiłbym o możliwość pomocy lub porady jak dalej odwoływać się od decyzji Orange, jak z nimi walczyć. Przeczuwam, że kolejne reklamacje nie wiele dadzą. Napisałem dzisiaj również pismo do Rzecznika Praw Konsumentów w Lublinie - ciekawe co odpiszę.<br /><br />Nie chcę tutaj odradzać komukolwiek korzystania z firmy Orange - zostawiam to wam to przemyślenia. Dla mnie to jeden wielki cyrk zwłaszcza brak kompetencji Pani Sylwii Zielińskiej z Orange. Posiadam jeszcze telefon komórkowy w Orange od jakiś 5 lat i wiem że kolejnej umowy z nimi nie przedłużę NIGDY i na nic.<br />
Komentarze (8)
najlepsze
Jeśli zapłacisz z góry to będziesz ich musiał potem pozywać aby tę kwotę oddali i czekać nie wiadomo ile na zakończenie sprawy (pytanie czy się opłaca tracić czas i czy się chce ?), jeśli nie zapłacisz a oni chcieli by te pieniądze to musieli by Cię pozwać (a tego nie zrobią