Wpis z mikrobloga

#anonimowemirkowyznania
Nie chcę o tym z nikim rozmawiać z kimś kogo znam a muszę to z siebie wyrzucić. Mam już 25 lat a co 2-3 dni płacze, nie potrafię tego powstrzymać, wydaje mi się że to rodzina mnie tak zniszczyła. Z zewtnątrz wyglądamy jak normalna, szczęśliwa rodzina, pieniędzy tez nigdy nam na nic nie brakowało. Jednak nigdy nikt tak o mnie zle nie powiedział jak własna matka, pamiętam jakby to było dziś. 2 liceum, byłam na piwie ze znajomymi i nie wracalam dlugo do domu, było juz chwile po północy i matka zaczela do mnie dzwonic i wyzywać ze sie puszczam i nie wiadomo co :( Od tamtej pory powtórzylo sie to pare razy, choc nigdy nie miala powodu, jak bylam z chlopakiem 3 lata, jak wracalam pozno rowniez dostawalam od niej tego typu smsy ze jestem dziwką i tylko rozkladam nogi :( też jakbym co chwile zmieniala tych chlopakow to dobra faktycznie by miala troche racji, ale bylam z jednym przez 3 lata i z nikim innym. Rozumiem ze ma cięzką prace i musi sie rozladować psychicznie ale odkąd pamietam wszystkie pociski przyjmuje ja i czasami moj ojciec. Na brata mojego młodszego nigdy nie można było krzyczeć bo jak byl mały chciał wyskoczyć z 8 piętra a w późniejszych latach wydziwiał z jakimiś tabletkami itp (raz nawet wylądował wszpitalu). Teraz według mnie popadł w alkoholizm a ma dopiero 22 lata. Co drugi dzien pije i ja nie mogę nic na to poradzić. U ojca mojego za to 2 lata temu zdiagnozowali parkinsona, nawet nie wyobrażacie sobie jak #!$%@? szybko postępuje ta choroba. Codziennie widzę jak jest coraz mniej sprawny, w najprostrzych czynnosciach takich jak wypisanie dokumentów, czy prowadzeniu pojazdu ja go zastępuje (nikt inny nie ma prawda jazdy, jakies wieksze zakupy czy cos załatwic to zawsze ja robie), ale gdy tylko przyjdzie weekend matka ma wolne i zneca sie nade mną psychicznie bo inaczej tego nie moge nazwać, nie wiem czy rodzina zdaje sobie z tego sprawe bo zawsze wyslucham wszystkich obelg w moim kierunku i pojde do siebie i w ciszy swojego pokoju płacze bo nie wytrzymuje z nerwow. Nie wyprowadze sie na razie bo czuje sie odpowiedzialna za rodzine, wiem ze jestem im potrzebna ze ojciec juz zaraz praktycznie nie bedzie mogl nic zrobic a po brata czasem trzeba gdzies pojechac czy pomóc w domu. Nie potrafie tez nikomu mi bliskiemu powiedziec o tym wszystkim, nie chce zeby ktokolwiek pomyslal zle o mojej rodzinie. Ale też kazda sytuacje gdy sie denerwuje wywołuje u mnie łzy, nie potrafie zupelnie nad tym panowac, zastanawiam sie jak ja mam normalnie funkcjonowac jak wystarczy ze sie zaczne denerwowac i zaczynam od razu płakać. Dajcie jakies dobre słowo, bo czuje sie jak wrak człowieka :(

Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( https://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: akado
  • 4
  • Odpowiedz
@AnonimoweMirkoWyznania: nie musisz nikomu mówić, po prostu idź do psychologa. Jeżeli nie możesz się od razu wyprowadzić, dobrze by było zadbać o swoją psychikę, dopóki się do końca nie rozsypiesz, a wtedy nikt nie zdoła cię tam zaciągnąć i będzie trzeba włożyć w terapię masę wysiłku.
  • Odpowiedz
@AnonimoweMirkoWyznania: Musisz zrozumieć, że nikt nie przeżyje za Ciebie Twojego życia. Jak Ty o nie nie zadbasz to nikt inny tego nie zrobi, a co więcej - jeszcze będą próbowali Ci zaszkodzić. Kopnij wszystkich w dupę, wynajmij mieszkanie gdzieś niedaleko. Parkinson to nie jest choroba, która nie daje żyć, a jak tata będzie potrzebował pomocy raz na jakiś czas to możesz wpaść na godzinkę-dwie i mu pomóc np. w zrobieniu zakupów.
  • Odpowiedz