Właśnie wróciłem z pogrzebu tableta, w szufladzie komody w drugim pokoju. Niestety, pomimo udanej reanimacji zalanego piwem żurawinowym (nie dla mnie) przy pomocy WD40, wpychanie bebechów na miejsce skończyło się tragicznie i tablet stracił twarz, czyli matrycę. Widocznie za bardzo cieszyłem się faktem, że dycha. Zmiażdżyłem jedyną możliwą drogę komunikacji między mną a nim. Żegnaj, pochłonięty przez czeluście, rozpieprzony tablecie. ['] Proszę o nie wpisywanie miast. Świeczki mogą być. Moje dłonie jeszcze