To takie filozoficzne, czysto teoretyczne pytanie. Zakładamy, że zdiagnozowano wam jakiś nowotwór. Jeszcze nie jest za późno na leczenie, ale jeśli odpuścicie to pociągniecie jeszcze maksymalnie rok. Co robicie w takiej sytuacji? Walczycie ze s--------m, czy cieszycie się, że los podjął "magiczną" decyzję za was i przez pozostały czas żyjecie jakby jutra miało nie być?
@HuopskiRozum: Walczę, natomiast jeśli jest to rak terminalny (np. rak trzustki/glejak/kości) to lecę na grubo, biorę w c--j pożyczek, wyjeżdżam do Meksyku ćpać towar i r----ć prostytutki zamiast gnić w jakimś hospicjum ze starymi dziadami z klechą nad głową.
@MargarynaPalma: A c--j mnie obchodzi moja rodzina? Nie mam dzieci, nie mam żony, moja matka to stara alkoholiczka, która zaraz się przekręci, a w kuzynostwo i wujków to mam w------e. Zresztą, zawsze mogą odrzucić spadek (6 miesięcy od dowiedzenia się o powołaniu do spadku).
Zakładamy, że zdiagnozowano wam jakiś nowotwór. Jeszcze nie jest za późno na leczenie, ale jeśli odpuścicie to pociągniecie jeszcze maksymalnie rok.
Co robicie w takiej sytuacji? Walczycie ze s--------m, czy cieszycie się, że los podjął "magiczną" decyzję za was i przez pozostały czas żyjecie jakby jutra miało nie być?
#przegrywpo30tce #przegryw #przymeslenia #przemysleniazdupy #blackpill #pytaniedoeksperta