z tego co pamiętam, mój pierwszy kontakt ze STANDARDEM, nie rozbudził we mnie nawet nawet jednego procenta uczuć jakie wzbudza we mnie obecnie. teraz sprawa jest prosta i klarowna.
wczoraj mi sie fuksnęło i trafiłam na zajebisty koncert tej pani. Swoją drogą nie wiem jakim cudem umknęła mi jej twórczość. :o ale wykonania koncertowe o wiele bardziej mi się podobały, miały jakby wiekszy pazur :3
przyjemnie przytłaczająca jest ta klasycznie pojmowana, disneyowska bajkowość, która ubarwia każdy napotkany detal. przytłacza zamaszystość goniących za sobą muzycznych rozwiązań. opasłe instrumentarium związujące swoją elegancją obszar między dwoma kontynentami i tworzące stabilny grunt pod zwiewność pierwszoplanowej postaci. orkiestracja galopująca jak stado koni w motywie przewodnim Siedmiu Wspaniałych...
ciekawostki/nudy - znam inna wersje tego utworu, którą chyba bardziej lubię. tzn. nie uciekajcie, nie nie... zostańcie i słuchajcie, bo to piękna piosenka, w tej klasycznej aranżacji jest zdecydowanie bardziej delikatna i połyskuje w tych momentach gdzie trzeba, tam gdzie to konieczne, niedbale zaskrzypi, jak się tego nie spodziewacie to wiatr podwiewa kieckę... ale koniec końców -
no i co ja moge napisać? Boska Rita, proste, zamiatające intro i ostrożne zejście po schodach, do bardziej skomplikowanych akordów. cudowne rzeczy powstawały na przecięciu tej brazylijskiej "podcinki" z disco na miniaturowych koturnach. możemy tylko gdybać jak pachnie to słynne "Lanca Perfume", ale jak jest chociaż w połowie tak przyjemne jak ten kawałek, to trzeba dopisać "zaciągnąć
no właśnie?
#downtempo #paniladniespiewa #triphop #muzyka