Najgorsze historie zawsze zaczynają się od słów: poznałem pewnego dnia dziewczynę... ale spokojnie, ta nie będzie taka brutalna. Tylko trochę niekomfortowa. Nikt mi serca nie złamał, bo do niczego nie doszło. Nie dotarłem nawet do etapu friendzona. Nie wiem, dobrze się dogadywaliśmy, była między nami chemia, śmieszki i nawet powiedziała otwarcie, że mnie lubi. Jednakowoż nie przełożyło się to na absolutnie nic poza pracą, w której widuję ją dość okazjonalnie. Rozmowy pisane
  • 3
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@muuzyk: Chyba jednak gorsze od friendzone jest brak brak czegokolwiek. A może tylko teraz tak czuję. Ale jest smutno. Świadome friendzone nie byłoby bardzo złe, ale człowiek chyba zawsze chce czegoś więcej. Wybaczcie, tak mi się zachciało podzielić przemyśleniami :)
  • Odpowiedz