Pamiętam, jakby to było wczoraj. Sześcioletni, naiwny dziecioszek przy stole, a przede mną otoczony wokół dymu papierosowego mój dziadek, tasujący karty. W tle leciał ponury jazz. W symfonii tych wszystkich dźwięków klawiszy, klarnetu czy dudniących się strun w akompaniamencie orientalnego tytoniu te obracające się we wszystkie strony karty mnie hipnotyzowały, swymi zamaszystymi ruchami odganiając kłęby dymu o niejednakowej miąższości. Mój sen przerwał obelżywy niczym milczenie wszechświata dźwięk niedogranego winylu. Zapytałem się wtedy
starrk




