Niby nic się wczoraj takiego nie wydarzyło, prócz tego że zgubiłem telefon i udało mi się go doścignąć w dwa przystanki, poznałem szefowa i załatwiłem sprawę która do niej miałem, widziałem lecący nisko samolot podczas gdy inni zamuleni w telefonach i ślepi i randomowy świr w nocy nazwał mnie przyjacielem i ogarnąłem to co miałem do ogarnięcia, to coś mi emocjonalnie puściło. I co ja miałbym powiedzieć terapeucie? xD A jednak coś
W altered carbon (gorąco polecam i serial i książkę) był taki motyw tranferu świadomości do nowej powłoki, jak do awatara. Czyli można było być sobą, tylko w innym ciele. Bardzo bym chciał by taka technologia pojawiła się już w przyszłym roku (chociaż i tak nie będzie mnie na nią stać). W tzw międzyczasie mam dużo zajęć na głowie by się zbytnio nad tym zastanawiać.
Lista zakupów jest długa, najpierw kupię sobie rower coby do pracy dojeżdżać. Jeno uważać muszę, bo jak się rozpędze to jeszcze wjadę w jakiegoś słupa.
Inaczej się żyje kiedy z rana zamiast po głupie tabletki przeciwbólowe sięgam po gitarę i myślę nad jakąś linią basową. Na wesoło czy na smutno, źle czy dobrze, zależnie od nastroju ale jakoś
Zrobiłem sobie wycieczkę do miejsca o którym myślałem ostatnio i zobaczyłem tam platynową tabliczkę z napisem: nie ufam. I to będzie wszystko co zapamiętam z tej p-------j historii.
Muszę się wyżyć artystycznie, zamiast szukać dodatkowej adrenaliny po nocy, przynajmniej dopóki nie mam ubezpieczenia, bo mnie nie poskładają później na sorze. A narazie nie mam jak :/
@jutronaobiadznowuryz: nie mów tak bo i mi się smutno robi