Był taki gość na 102-giej w Panama City. Jednej nocy byliśmy naprawdę nieźle napruci - jednemu głupkowi odwaliło i wystrzelił.
A ten gość, wierzcie czy nie, złapał pocisk w rękę.
Pewnie, że szansa jedna na milion, ale on to zrobił! Oczywiście prawą dłoń rozerwało mu na strzępy. Ale on wiedział, że nową dłoń zawsze można kupić, a za opowiadanie takiej historii przez dziesięć lat będą ci








- Lt. "Truskawka" Morressey, NCPD
"Wilkołaki. Ach, cóż to za intrygujący pomysł. Muszę nad nim popracować..."
-