Miszkam w małym mieście 15 tysięcznym wzglednie blisko zachodniej granicy, ostatnie dni widywałem coraz więcej ciemnoskórych jegomościów, przed chwila wracam ze spaceru i cała banda (około 10 chłopa) zaczepił mnie jeden swoim łamanym angielskim że chyba chodnik im zajmuję, odwróciłem się i udałem że nie słyszę idąc dalej, coś tam pokrzyczeli w swoim języku i poszli... ja p------e... mam wrażenie że gdybym nie miał przy sobie 40 kg owczarka to mogło by
przed chwilą widziałem sąsiada (na oko między 20-30 lat) z dziewczyną, on wysiada bierze dwa psy na smyczy (w cholere szczekacze agresywne) + dwie torby, jedna na ramię, druga w łapę, dziewczyna poleciałą z mamą swoją jak torpeda zostawiając chłopa z tobołami i psami... widzę tego typa co rano z psami bo akurat o tej samej porze wychodzimy... 2 minuty i zawija się na chatę.... a chodzą oboje jak robociki, bardzo szybko,