Poczytałem sobie listy z Brazylii 1890-1891. Listy pisane były (w większości) przez niepiśmiennych chłopów (przy pomocy pisenników), którzy postanowili emigrować do Brazylii. To lektura na tyle poruszająca, że pomyślałem sobie, żeby zrobić o niej odcinek. Przy okazji opowiadam o tym, jak Polacy emigrowali do Brazylii oraz opowiadam, skąd w ogóle mamy te listy. To niesamowita historia, która kończy się niestety (prawie w całości) na Powstaniu Warszawskim.
Będąc w Brazylii dotarłem do miasta Virmond (5 tysięcy mieszkańców), w którym większość mieszkańców ma polskie pochodzenie. Niektórzy do dzisiaj mówią tam po polsku! Jest tam również młyn, który produkuje mąkę, nazywa się "Varsovia" - odwiedzam go, żeby zobaczyć, jak produkowana jest mąka. W życiu bym nie powiedział, że to tak skomplikowany proces, zawsze myślałem, że wystarczy zmielić ziarno i pora na CSa ;)
Skąd tam w ogóle Polacy? Zabory, bieda, wynalezienie parowców,
Będąc w Brazylii pojechałem do miasteczka Virmond (5 tysięcy mieszkańców), które prawie w całości składa się z osób polskiego pochodzenia. Jak to możliwe? Historia Virmond jest unikatowa w skali całej polskiej emigracji do Brazylii. Po rozbiorach Polski setki tysięcy osób wyjechało z terenów dawnej ojczyzny. Kilkadziesiąt tysięcy Polaków wypłynęło do Brazylii, która potrzebowała rolników do pracy i otworzyła się na imigrantów.
Polacy, nie mając wsparcia własnego aparatu państwowego, byli pozostawieni sami sobie.
Będąc w Brazylii dostałem w prezencie cukier z trzciny cukrowej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby firma produkująca cukier nie nazywała się "DOM POLSKI". Szybko wchodzę na Google, żeby sprawdzić firmę, no i mam od razu uroki Brazylii w całości - o firmie nie ma nic w internecie, a adresu nie ma jeszcze nawet zaznaczonego w Google Maps. Na etykiecie jest na szczęście numer telefonu. Dzwonię, po drugiej stronie okazuje się,
Będąc w jednym z miasteczek w Brazylii zadzwonił do mnie nieznany numer. Nie odebrałem bo telefoniczne oszustwa to plaga w Brazylii, w rekordowym dniu zadzwoniono do mnie 44 razy z ofertą na fotowoltaikę i inne wynalazki. Ale odrzucony numer zadzwonił jeszcze kilka razy, a potem dostałem z niego sms, koślawą polszczyzną zapytano się, czy nie chcę przyjechać do miasta Alpestre, w którym żyją potomkowie Polaków, którzy niecałe 150 lat temu wyjechali za
No i ciekawostka, u jednego z moich rozmówców akurat wywrotka podjechała zsypać kupiony żwir, aby gość sobie podjazd podsypał. Zobaczcie, jakie cuda na tej kupce były. Ktoś wie co to jest? No i nie pisać mi, że się połasiłem na kamienie, z każdego wyjazdu przywożę ich trochę (takie zboczenie, mam w domu duży dzban z nimi) i trochę liści, które suszę (⌐͡■͜ʖ͡■)
Zapraszam do oglądania i wykopywania materiału:
źródło: list br
Pobierz