Rozjazdowa setka. Krótko po wyjeździe dopadł mnie deszcz, przez chwilę z kryształkami lodu w gratisie, ja niczego przeciwdeszczowego nie miałem, ale nie spękałem. Planowaną trasę, prawie identyczną z sobotnią, gdy Strava mi urwała, przejechałem. Umyłem się, pojadłem, żałuję niczego. :)
Takie tam. Zawsze podczas jazdy, zwłaszcza przez pierwszych kilkadziesiąt kilometrów, mam mnóstwo przemyśleń, pomysłów, jakiś dowcip nawet się wymyśli. Normalne. Halucynacje od endorfin, hemoglobina, takie sytuacje. A po powrocie: "Meh, kogo by to interesowało." Niektórzy piszą blogi o swoim pedałowaniu. Ktoś to czyta? Dlatego nie silę się na opisy kilometr po kilometrze. Na wiatr narzekać nie lubię. Było fajnie, pozytywnie. Tylko jakiś wieśniak w białym hatchbacku bez powodu
#strava urwała mi 21 km, 275 m w górę, ale nie bawię się w edytowanie czy ręczne dodawanie, bo kwietniowy "Climbing Challenge" odhaczony (6 jazd, 8 km ↑). Najgorsze jest to, że wjechałem przez to do Myślenic na Zarabie, gdzie był wcześniej Runmageddon, no i się ubłociłem. Niemiłosiernie. Wszystko do mycia i prania. A to miała być luźna setka, żeby dziś też zrobić jedną; trasa w
#oswiadczenie i zapewne #niepopularnaopinia