Ej, bo wiecie - mój pierwszy post był o tym, że dzięki społeczności wykop się nie załamałam w szpitalu (dziwnie to brzmi xD)
Już prawie rok walczę o każdy krok, o każde precyzyjne chwytanie lewą ręką. Do tej pory przeżywam żałobę po utraconym zdrowiu. Nigdy w życiu nie pomyślałam, że ja, osoba, która jedynie miała skręcona kostkę i złamaną kość łokciową wyląduje w szpitalu w ciągu 3 miesięcy aż 4 razy, a potem
Tata ma już niestety zaawansowany stopień #stwardnienierozsiane a dodatkowo zaczął ostatnio rozmawiać z jakimiś ludźmi których nie ma. Przenosi się do jakichś innych rzeczywistości. Ogólnie czasami całkowite odklejenie + straszne zaburzenia lękowe, być może związane z tymi urojeniami. Mam nadzieję że to po prostu jakaś schizofrenia i leki pomogą.