Zawsze byłem osobą, która nie potrzebowała częstego kontaktu z innymi ludźmi - dobrze czuję się sam ze sobą, a do tego różnorodne zainteresowania nie pozwalały mi nigdy na nudę. W pewnym momencie uświadomiłem sobie jednak, że życie społeczne (towarzyskie) może przynosić równie dużo satysfakcji co inne aktywności. Niestety, jednocześnie zdałem sobie sprawę, że jeśli przegapiło się pewien etap w życiu, to straconego czasu nie da się już nadgonić.
Jeden najlepiej wspomina okres gimbazy, drugi licbazy, a trzeci studiów.
@Kadej: To akurat niewielka różnica w kontekście tego co napisałem - w każdym przypadku chodzi o relacje, które nawiązuje się młodości i których nie da się odbudować mieszkając w innym mieście.
Czy to liceum czy studia - spędzasz z ludźmi mnóstwo czasu, prawie codziennie. Później masz już okazje jedynie do pojedynczych interakcji z nieznajomymi (np. jakieś kursy).
Tak się zastanawiam, mam od czasu do czasu bardzo rzadko, ale mam jakieś zwidy. Otóż kiedyś widziałem tygrysa pod kratką schodową do piwnicy. Ostatnio widziałem dym unoszący się z telefonu. Patrzyłem się z drugą osobą akurat na telefon z dość bliskiej odległości a tylko ja zobaczyłem dym. Jakby się zastanowić, to pewnie przypomniałbym sobie jeszcze kilka takich zwidów. Nie ćpam, pije okazyjnie, miałem badania psychologiczne, choć to bardziej od strony zawodowej, nie
Myślę, że najwięcej długotrwałych i
@Kadej: To akurat niewielka różnica w kontekście tego co napisałem - w każdym przypadku chodzi o relacje, które nawiązuje się młodości i których nie da się odbudować mieszkając w innym mieście.
Czy to liceum czy studia - spędzasz z ludźmi mnóstwo czasu, prawie codziennie. Później masz już okazje jedynie do pojedynczych interakcji z nieznajomymi (np. jakieś kursy).