Wtedy śmierć traktowano jako naturalny element życia. Nie jak dzisiaj kiedy robi się wszystko żeby o śmierci nie myśleć a ni nie mieć z nią kontaktu. Babcia umiera - do hospicjum ją żeby dzieci nie widziały. Kotka przejechał samochód - wciska się dzieciom kity że "kotek pojechał na wakacje".
Czuwanie przy trumnie to już tylko gdzieś na wsiach czasami. Ubieranie i mycie zmarłego zleca się firmie pogrzebowej, bo rodzina brzydzi się dotknąć...
@Katagaro: Nie, no pewnie, zawsze można nieboszczka na popołudniowy spacer do lasu zabrać, gdzieś na obiad się wybrać (przynajmniej trochę taniej wyjdzie), potem wieczorem wyjść przed dom na ławce posiedzieć lub gdzieś z nim do rodziny pojechać. Byle dalej udawać, że on żyje i jest wśród nas. I byle skończyć paradowaniem z martwym ciałem zanim zacznie się rozkładać.
Bardziej przypomina mi to jakieś pogańskie rytuały w stylu: "włóż mu łyżeczkę
Zdjęcie się robi, żeby kogoś lub coś pamiętać lub uwiecznić. Rozumiem, że chce się pamiętać swoich bliskich, ale z czasów, gdy żyli. Fotografowanie ich już jako zmarłych jest ok, pod warunkiem, że nie organizuje się inscenizacji, w której udajemy, że oni wciąż żyją. Osobliwy klimat.
@tryvial: w tamtych czasach nie fotografowano się codziennie... delikwent umierał, a tu się okazywało, że fotki żadnej nie ma - trzeba było nadrobić braki :)
Komentarze (9)
najlepsze
Komentarz usunięty przez moderatora
Czuwanie przy trumnie to już tylko gdzieś na wsiach czasami. Ubieranie i mycie zmarłego zleca się firmie pogrzebowej, bo rodzina brzydzi się dotknąć...
Bardziej przypomina mi to jakieś pogańskie rytuały w stylu: "włóż mu łyżeczkę
[...]skoro śmierć była naturalną częścią życia, po cholerę ją fotografować?[...]
Z tego samego powodu dla którego fotografuje się narodziny, śluby, chrzciny, imprezy, wakacje... i wszystkie inne aspekty życia