Relaks w Montenegro
Krótka historia o wynajęciu samochodu na wakacje w Czarnogórze.
- #
- #
- #
- #
- #
- 1
- Odpowiedz
Krótka historia o wynajęciu samochodu na wakacje w Czarnogórze.
Dni spędzane w zamknięciu dłużą się okrutnie, za oknem wiosna coraz bardziej daje o sobie znać, ciepło…
Przypomniał mi się mój ostatni urlop. A właściwie jego początek.
Odkąd pamiętam wszystkie wakacyjne wyjazdy organizowałem na własną rękę. Tak mnie się podoba i to mi bardzo odpowiada. W zeszłym roku postanowiłem wyjechać sobie na początku października do Czarnogóry, bo tanio (wiadomo), bo jeszcze słońce grzeje (niewiadomo) i w ogóle po sezonie. Wyjazd jak wyjazd, pomyślisz sobie, wielu ludzi tak robi. Ale nie tym razem.
Otóż okazało się, że na tego tripa miałem jechać w następującym składzie: ja, moja córka (na moment wyjazdu wiek: 6 miesięcy), moja matka i teściowa. Pominę prolog, jak do tego wszystkiego w ogóle doszło i czy to mądre było, za to przejdę od razu do rzeczy.
Otóż powodowany chęcią dużej oszczędności postanowiłem wynająć miejscówkę jakieś 120 kilometrów od lotniska w Podgoricy (mogłem k---a lecieć do Dubrovnika, ale przyjanuszowałem…) i to wiązało się z koniecznością wynajmu samochodu. Easy, robiłem to już wiele razy, pomyślałem. Znalazłem na jakimś forum dla polskich turystów info o firmach wynajmujących auta w Montenegro i bez wahania zdecydowałem się na najtańszą ofertę. Powiesz - chytry traci dwa razy - i być może, lecz opinie miało ok. Coś tam co prawda ludzie pisali, że auta trochę r-------e, ale estetą nigdy nie byłem i ważne było dla mnie tylko to, że działają. Na pełnej bogatości wynająłem toyotę avensis w kombiaczu na dni 7, zapłaciłem kwit za zaliczkę i zapomniałem o temacie. Dodam, że polska nazwa tej firmy to ziemny samochód. Ale nieważne.
Lot do Podgoricy był w pytę, lotnisko w Podgoricy wygląda zaś jak rynek Górniak w Łodzi. Wychodzę z lotniska i uderza mnie scena jak z kultowego filmu Killerów Dwóch - na przylotach czeka na mnie osoba z kartką z moim nazwiskiem, na dodatek fajna szlorka. Poczułem się VIP. Witamy się, ja udelektowany, small talk i już zmierzamy do toyotki, czyli jakieś 30 metrów dalej. Wita mnie jakiś Goran albo inny Lovro i pokazuje auto, proponuje abym robił zdjęcia. Auto faktycznie trochę poobijane, no ale cóż z tego. Daję resztę floty za najem, pakuje graty do samochodu, potem baby…
TU ZACZYNAJĄ SIĘ JAJA.
Otóż w tym samochodzie były elektrycznie ustawiane lusterka. I jedno z tych lusterek nie działało, nie mogłem go ni c---a ustawić tak, żeby cokolwiek w nim zobaczyć, poza drzwiami nieszczęśliwego pojazdu. Bez jednego lusterka jechać troszkę pszypał (pozdro Przemek) myślę sobie, poza tym miałem zrobić 120 kilometrów w nocy (przylecieliśmy w środę o 22:00) po tym dzikim kraju, więc byłem lekko obsran. Lecę po Lovrena, on się kręci po parkingu i opycha innym Januszom dacie sandero (też pewnie r-------ą) i mówię mu, że mirror is broken. On nie zrozumiał, mówi mi, że przecież mirror jest cały, nie jest broken i że nie wie o co mi chodzi, a w ogóle to zaraz kończy robotę. W-------y już do kresu mówię łamanym polanglem, żeby naprawiał to lustro albo niech oddaje kwit za avensisa i się luzujemy. Lovren poszedł po jakiegoś swojego pomagiera Ivana i zaczęła się inba na cały parking. Na nic się zdały jednak moje tłumaczenia, że to niebezpieczne jechać przez te dzicz w nocy, bez lusterka z tyloma babami na pokładzie. Usłyszałem, że jestem p------y i nieodpowiedzialny i że trzeba jechać, bo przecież teraz już wszystko zamknięte i nic nie da się zrobić, nawet innego auta nie wynajmę, a w ogóle to co ja sobie myślałem płacąc 30 euro za dobę - za to nie da się wynająć działającego dobrze auta. Azja p--------a, pomyślałem sobie. W tych ciężkich dla mnie chwilach niespodziewanie wielkim oparciem była dla mnie moja żona, która też kazała im s--------ć. Obok gdzieś, w tle była teściowa i moja matka, a córka na szczęście przespała te część przygody pt. wynajem auta w Czarnogórze.
Byłem w czarnej dupie (dosłownie), kłóciłem się z azjatami dobrą godzinę. O 23:00 czasu lokalnego stałem z całym majdanem oraz rodziną na lotnisku w Podgoricy i faktycznie wydawało się, że będę tam spał razem z kobitami. Ostatkiem przytomności umysłu zapytałem jakiegoś sprzedawcę, czy zna kogoś, kto ma auto do wynajęcia i bach! k---a miracle - okazało się, że owszem, jest taka osoba. Auto było droższe, cały misterny plan by zaoszczędzić choć trochę runął w gruzach. Najważniejsze jednak było to, że cali i zdrowi, po raptem godzinie opóźnienia, opuszczamy Aerodrom Podgorica i jedziemy do naszej miejscowości.
TU NIESTETY ZACZYNAJĄ SIĘ JAJA 2.
Już witaliśmy się z gąską, ale coś jednak budziło mój niepokój, bo gościu wspominał o jakimś ticketcie, a ja nie słuchając zlałem te ważna jak się później okazało informację i zająłem się pakowaniem wózka do bagażnika…
Podjeżdżamy do szlabanu na parkingu celem wyjazdu, ale w budzie siedzi stara czarnogórska baba. Żąda ticketa. Tego o którym była mowa.
Szukam ticketa, w-------y mocno, że nie słuchałem co do mnie gościu mówi, szukam i znaleźć nie mogę. Jeden schowek - nie ma, drugi - też nie, pomyślałem, że może za szybą - zimno, za wycieraczką - nie ma.
W tle słychać TICKET.
Moja żona wyraźnie w-------a. Bardzo nie lubi, gdy jestem powolny. Ale ja naprawdę nie mogłem znaleźć tego p----------o biletu.
TICKET.
Wysiadam, mówię że nie mam ticketa i zapłacę i żeby nas puściła, bo zaczynają się nerwy.
Stara baba - wiadomo - nie rozumie. Chce TICKET.
Próbuję z nią gadać, ale ona po angielsku rozumie tylko słowo TICKET. Nagle żona wysiada i zaczyna się drzeć na starą - a ona niewzruszona - TICKET. Żona trochę pobluzgała na i zaczęła się kłócić z teściową (swoją mamą).
TICKET TICKET TICKET TICKET TICKET TICKET
Budzi się córka, zaczyna płakać, płacz zmienia się w ryk. Robi się apokaliptycznie.
TICKET TICKET TICKET TICKET TICKET TICKET
Grozę tych chwil na parkingu mogę porównać do filmowej sceny ze znakomitej produkcji w reżyserii Jamesa Komasy pt. Miasto 44’. Nie wiem czy pamiętacie, ale jest w filmie taki moment, gdy szwaby idą po Czerniakowie i wrzucają do piwnic granaty, a tam na dole siedzą cywile. Jedna z tych umęczonych kobiet rwie sobie włosy z głowy, lamentuje nie mogąc pogodzić się z czekającym ją losem. Tak to mniej więcej wyglądało, tylko zamiast granatów był
TICKET TICKET TICKET TICKET TICKET TICKET
- Nie chcę tu być, oznajmia mi zapłakana teściowa.
TICKET TICKET TICKET TICKET TICKET TICKET - baba dalej swoje.
- Ja też nie chcę, odpowiadam.
TICKET TICKET TICKET TICKET TICKET TICKET
- Takie wyjazdy to sobie można organizować w liceum z kolegami mówi, a nie z rodziną… (szloch zniekształca wyrazy)
TICKET TICKET TICKET TICKET TICKET TICKET
- Trzeba było jechać z Neckermannem na Majorkę (tydzień wcześniej niemieckie biuro zrobiło kaput - znana sprawa, wygooglujcie sobie). Powiem szczerze, że w tym momencie poczułem wielką dumę, że tak ładnie udało mi się zgasić teściową. Było mi już wszystko jedno.
TICKET TICKET TICKET TICKET TICKET TICKET
zrób coś, córka płacze - wrzeszczy na mnie żona.
TICKET TICKET TICKET TICKET TICKET TICKET
- co mam zrobić, przecież nie mam ticketa…
TICK… o k---a, coś się zmieniło.
6 EURO, 6 EURO, 6 EURO - niespodziewanie parkingowa zmieniła repertuar.
Nareszcie kobieta mówi po ludzku. Daję jej 10 euro i nakazuje żeby podnosiła szlaban. Koszty nie grają roli, byle tylko wydostać się z tego piekła. Udało się. O godzinie 23:35 wyjeżdżamy, a starą babę zostawiamy za sobą…
Chciałbym jakoś mądrze spointować te historię, ale nie potrafię. Powiem tylko, że Czarnogóra to piękny kraj i ludzie nie są tacy źli. Uważajcie tylko ziemne samochody (dalej kłócę się z tymi s----------i o zwrot zaliczki) i miejcie ze sobą na lotnisku jakikolwiek bilet.
Komentarze (1)
najlepsze