Wpis z mikrobloga

Pamiętam jak w 2000 r. poszedł na dno kacapski atomowy okręt podwodny Kursk. Prezydentem był już wtedy putin, i nie zgodził się na pomoc międzynarodową w ratowaniu załogi statku bo hurr durr wielka Rosja sama sobie poradzi xD Tak sobie poradziła, że nikt nie przeżył. Ale wtedy człowiek współczuł tym marynarzom i ich rodzinom. Potem oglądałem film "Kursk" i podobne uczucia. A teraz sobie myślę, że pewnie ci młodzi oficerowie, którzy tam zginęli, dzisiaj strzelaliby z Morza Czarnego i Kaspijskiego rakietami w ukraińskie osiedla mieszkaniowe. Już nikt nigdy nie będzie żałował martwego kacapa.

#wojna #rosja #ukraina
  • 39
  • Odpowiedz
@RafDan
@01100011011010000110000101101101
Na pokładzie wybuchła torpeda która była uszkodzona i oczywiście chłop co zajmował się torpedami to zgłaszał ale w Rosji #!$%@? tam z procedurami. Okręt miał pogięta blachę do zewnątrz czyli wybuch od środka. Legendy legendami ale jest mnóstwo materiałow na ten temat
  • Odpowiedz
@art212: Po katastrofie Kurska Putin znikł na długo co wywołało dosyć dużą reakcję rodzin marynarzy. Oczywiście klasyczna ruska retoryka to na początku wszystko jest w porządku dobrze chłopaki robia, potem wyparcie, potem amerykańce itp aż w końcu napięcie było tak duże, że nie mogli ukrywać. Po pewnym czasie od przyznania się do wypadku Putin w końcu wyszedł z kanciapy i pozwolił spotkać się z rodzinami. Generalnie scenariusz był jak na tego
GlebakurfaRutkowski_Patrol - @art212: Po katastrofie Kurska Putin znikł na długo co w...
  • Odpowiedz