Jest bardzo proste rozwiązanie:
Likwidujemy emerytury. Osoby, które osiągną jakis ustalony wiek mogą (ale nie muszą) zdecydować o tym że z pensji ich >każdego pracującego ich dziecka zostanie im przekazane co miesiąc powiedzmy 10% - dzieci tutaj nie miały by prawa >sprzeciwu. Jeśli dziecko nie pracuje - rodzic nie dostaje pieniędzy.
Osoby pracujące nie płacą rzadnych składek emerytalnych. Jeśli rodzic umiera dziecko nikomu nie musi nic płacić.













Ja gdzieś argumentuję przeciwko istnieniu Boga? Przecież ja w niego wierzę, lol. A właściwie wiem. Jeśli mowa ściśle o tym znanym także jako Jahwe, mąż Aszery, to on jest sprzeczny ze sobą na jeszcze kilku innych poziomach niż "zachowywanie się jak deista versus domniemana nieskończona miłość do specyficznego gatunku