Moja ulubiona obelga z pacholęcych czasów to


Nie dość, że brzmi rytmicznie, dynamicznie i mocarnie, to jest cudownie lekceważąca w stosunku do jej odbiorcy. Jest jak kropka na końcu zdania: nie nakręca dalszego sporu, tylko ucina go, dając do zrozumienia oponentowi, że jego zdanie znaczy zbyt mało, żeby kontynuować rozmowę.

A wy jakie lubicie obelgi?
  • 9
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

Treść przeznaczona dla osób powyżej 18 roku życia...
  • 2
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach