Coś lżejszego, na szczęście.
Kropi. Mam iść po jabłka na kompot pod jabłoń. No przecież z cukru nie jestem, nie roztopię się. Jest ciepło, nie będę chory jak zmoknę. Po tej krótkiej dedukcji idę w końcu. Podchodzę, wkładam trochę jabłek do miski, zaczyna lać bardziej. Wracam z jabłkami. Przyspieszam, bo potem trzeba się przebierać, jak się zmoknie. Brrr wogle. Jeszcze tylko schody. Mokre schody.
Staję przypadkowo na krawędzi schodka. Zjeżdżam z tego, na co
Kropi. Mam iść po jabłka na kompot pod jabłoń. No przecież z cukru nie jestem, nie roztopię się. Jest ciepło, nie będę chory jak zmoknę. Po tej krótkiej dedukcji idę w końcu. Podchodzę, wkładam trochę jabłek do miski, zaczyna lać bardziej. Wracam z jabłkami. Przyspieszam, bo potem trzeba się przebierać, jak się zmoknie. Brrr wogle. Jeszcze tylko schody. Mokre schody.
Staję przypadkowo na krawędzi schodka. Zjeżdżam z tego, na co














