Takie tam nie cool story:
Stoję w Biedronce i wkładam pomidory do woreczka, podbija do mnie jakaś dziewczyna (do bordo, szaleństwo!) i pyta się mnie po angielsku czy w tych galaretkach jest jakiś produkt ze świnki, czy mógłbym sprawdzić na opakowaniu. Sprawdzam i jest coś w ten deseń, ale nie byłem pewny czy to produkt zwierzęcy czy roślinny (pektyna, teraz już wiem), więc mówię jej, że jestem koniem i nie mogę jej
Stoję w Biedronce i wkładam pomidory do woreczka, podbija do mnie jakaś dziewczyna (do bordo, szaleństwo!) i pyta się mnie po angielsku czy w tych galaretkach jest jakiś produkt ze świnki, czy mógłbym sprawdzić na opakowaniu. Sprawdzam i jest coś w ten deseń, ale nie byłem pewny czy to produkt zwierzęcy czy roślinny (pektyna, teraz już wiem), więc mówię jej, że jestem koniem i nie mogę jej





Zdarzają się takie produkty, czasami są nawet specjalnie oznaczone.
Nie wyglądała na takową ;)