@rdy: Chciałbym opowiedzieć wam o ludziach, których zachowanie irytuje mnie niezmiernie, ba, powiedziałbym nawet, że doprowadza do wściekłości. Są to ludzie, którzy lubią pikantne do przesady potrawy, a swoje gusta kulinarne uważają w związku z tym za wyjątkowo wysublimowane i lepsze od innych.

Gdy wypowiadają się o zwykłej musztardzie, podkreślają nie, jak mogłoby się wydawać najrozsądniejsze, jej walory smakowe, ale - ot, niespodzianka! - jak bardzo pikantna jest (aczkolwiek implikują też, że sam fakt pikantności czyni ją od razu "dobrą"). Chcąc wybrać sobie jakąś słoną przekąskę, przykładowo chipsy ziemniaczane, takie osoby wybierają te najbardziej ostre, zupełnie pomijając wiele innych aspektów, przede wszystkim ich smak (rzecz, rzekłbym, najistotniejszą dla większości z nas). Zamiast "przeciętnych" warzyw, znanych nam z naszych stołów papryki czy cebuli, jedzą japoński chrzan Eutrema japonica, czyli popularne wasabi. Warzywo to charakteryzuje się bardzo wysoką ostrością, a w smaku porównywalne jest trochę do octu doprawionego sporą ilością pikantnego pieprzu. Ostatnio jeden znajomy wyznał mi, że jedzenie wasabi powoduje w nim silne, niepohamowane podniecenie seksualne. "Zaraz napiszę o tym artykuł. Będzie wychwalać pikantne potrawy!" mówił.

Nie odbierajcie źle tego co piszę, to nie jest tak, że jestem jakimś wrogiem pikantności. Rozumiem przecież ze czasem można nadać odrobiny wyrazistości przygotowywanym przez siebie specjałom, jednakże dlaczego od razu pozbawiać potrawę całego smaku celem zjedzenia czegoś, co wywołuje raczej wątpliwe uczucie podrażnienia wnętrza jamy ustnej? Czasami może to wywołać objawy podobne do dysfagii ustno-gardłowej, nadmiernej aktywności gruczołów potowych tudzież nieżyt
  • Odpowiedz