Gin z polskich chwastów, czyli destylat patriotyczny

Mikrogorzelnia postanowiła udowodnić, że nie trzeba jechać do Londynu po dobry gin – wystarczy wyjść na łąkę z koszykiem i ambicjami. Polskie botaniki, takie jak jałowiec, dzika róża czy krwawnik, to nie żaden folklor dla turystów, tylko poważne aromaty z tradycją sięgającą XVII wieku, kiedy gin był przepisywany jako lekarstwo. W PRL-u też mieliśmy rodzime zioła, ale raczej w herbacie ze słoika na działce, nie
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach