Nadszedł ten moment. Pyknęły dwa tygodnie stażu na siłowni (xDDDDD). Jestem skinny-fatem a przy tym jem niekoniecznie dobrze i przy rozterce czy redukcja czy masa, nie fascynując się hasłem kontrowersyjnej rekompozycji stwierdziłem, że poćwiczę w zerowym bilansie kalorycznym. Wziąłem się za wyliczenia itd. i oczywiście wykładam się na momencie układania jadłospisu, nie wiem jak to ugryźć, jak to ułożyć by się zazębiło, by nie było za dużo białka, węgli lub tłuszczy. Lvl
@tyjam: a to trochę jak ja, chociaż ja bardziej jötunn. Nawet te mięśnie po bokach szyi mam takie, no i postawa z głową w dół, z przyzwyczajenia do życia w kraju, w którym mali ludzie mieszkają
Minęły dwa tygodnie odkąd zacząłem machać sztangielkami na siłowni, byłem dziś w KFD po witaminki i naszła mnie taka rozkmina :P Rozmyślam sobie, czy pomimo braku dietki (narazie) dorzucić sobie białko :P Wiem, że zajechałem rozterką typowego adepta kulturystyki tyranego na SFD xD Wiem też że białko pije się pod wyliczone makroskładniki, ale czy organizm nie ucieszyłby się z takiej porcji białka wypitej np. w dni treningowe po treningu? #mikrokoksy
Przedostatni raz na siłowni byłem jakies 2 lata temu. Ostatni raz byłem w poniedziałek. Tak dojechałem ręce, że we wtorek nie mogłem ich do końca wyprostować. Co gorsza, okazuje się, że dzisiaj jest gorzej... na ten moment nie mogę wyprostować rąk bardziej niż 90 stopni... i w ciul bolą te zakwasy, jakby pod bicepsem :P Może i głupie pytanie, ale czy pójście dziś na siłownie pomogłoby, czy zadziałałoby jeszcze gorzej? Nie chodzi
Lvl