Ale się nie poddałem, walczyłem, ile sił,
spadałaś, ciągnęło Cię... W parszywości wir...
Skoczyłem za Tobą, wszędzie za Tobą skoczę...
Każdemu, kto Cię krzywdzi, całą krew z żył wytoczę...
spadałaś, ciągnęło Cię... W parszywości wir...
Skoczyłem za Tobą, wszędzie za Tobą skoczę...
Każdemu, kto Cię krzywdzi, całą krew z żył wytoczę...






Słońce wraca wieczorem... I zachodzi bez końca...
Wrzesień... Zlepek głupot, zwid, snów i niechęci,
czuli na bycie samym, chodzą ciągle pocięci...