Studiuję w Katowicach, mam 20 lat i jestem aktualnie naprawdę samotna. Nie chodzi mi o bycie singlem, a raczej po prostu o to, że nie mam znajomych.
Taki stan rzeczy pojawił się dopiero tej wiosny po nieprzyjemnej sprawie z grupą ludzi, z którą do tamtego czasu się trzymałam, zostałam odsunięta albo sama się odsunęłam od nich (ciężko powiedzieć, było nieciekawie). Od tamtej pory nie mam w sumie z kim rozmawiać. Licealni znajomi już odpłynęli w swoje życia, rozsiani po całej Polsce. A kontrast pomiędzy moim życiem rok temu i teraz jest ogromny.
Nie ułatwiło mi sytuacji również zmienianie grup w każdym semestrze (obecnie 3), od października znowu jestem w nowym środowisku i nie potrafię najwyraźniej się otworzyć na tych wszystkich, którzy już mają swoje życie towarzyskie, do którego nie umiem jakoś na siłę się wciskać. W gruncie rzeczy, nie umiem się nawet odezwać.
A sęk w tym, że ja bardzo lubię przebywać z ludźmi, rozmawiać, choćby o byle czym, nie jestem typem introwertyka.
Udało mi się zawrzeć jakieś powierzchowne znajomości przy okazji jakiś spraw związanych z nauką, ale to nie są osoby, do których mogę powiedzieć na luzie - przejdźmy się na jakieś piwo, pogadamy czy popisać o czymkolwiek na messengerze. Zresztą ogólnie nie potrafię już nic powiedzieć na luzie, stresuje mnie to jak inni mnie odbiorą (ma to związek z sytuacją z wiosny) i chyba to jest największy problem.
Czuję się jakbym była w jakimś piekle i przez to wszystko jeszcze bardziej się pogrążam.
Taki stan rzeczy pojawił się dopiero tej wiosny po nieprzyjemnej sprawie z grupą ludzi, z którą do tamtego czasu się trzymałam, zostałam odsunięta albo sama się odsunęłam od nich (ciężko powiedzieć, było nieciekawie). Od tamtej pory nie mam w sumie z kim rozmawiać. Licealni znajomi już odpłynęli w swoje życia, rozsiani po całej Polsce. A kontrast pomiędzy moim życiem rok temu i teraz jest ogromny.
Nie ułatwiło mi sytuacji również zmienianie grup w każdym semestrze (obecnie 3), od października znowu jestem w nowym środowisku i nie potrafię najwyraźniej się otworzyć na tych wszystkich, którzy już mają swoje życie towarzyskie, do którego nie umiem jakoś na siłę się wciskać. W gruncie rzeczy, nie umiem się nawet odezwać.
A sęk w tym, że ja bardzo lubię przebywać z ludźmi, rozmawiać, choćby o byle czym, nie jestem typem introwertyka.
Udało mi się zawrzeć jakieś powierzchowne znajomości przy okazji jakiś spraw związanych z nauką, ale to nie są osoby, do których mogę powiedzieć na luzie - przejdźmy się na jakieś piwo, pogadamy czy popisać o czymkolwiek na messengerze. Zresztą ogólnie nie potrafię już nic powiedzieć na luzie, stresuje mnie to jak inni mnie odbiorą (ma to związek z sytuacją z wiosny) i chyba to jest największy problem.
Czuję się jakbym była w jakimś piekle i przez to wszystko jeszcze bardziej się pogrążam.
Zawsze gniję z #!$%@? smakoszy babcinego jedzenia co plują na każdą sieciówkę jedzeniową.
Ja #!$%@?ę, można mieć swoje preferencje, ale gnije z cyrku jaki #!$%@? chwaląc pod niebiosa te babcine wyroby. Przecież to synonim potraw z sierścią kota, bo żal sierściucha z blatu przegonić. Jedzenie zrobione z przeterminowanych składników, bo nieważne że składniki były po dacie już w sklepie, ważne że z promocji. No a nawet jakby chciała sprawdzić datę przydatności to i tak jej niedowidzi bo ostatni raz u okulisty była jeszcze za gierka. Do tego ta #!$%@? ilość przypraw, a szczególnie soli. Zupełnie jakby na jej języku było mniej aktywnych kubków smakowych niż różowych pasków na wykopie. A wszystko tłuste jak tylko się da. Taka mizeria na przykład. Wiecie ile kalori ma ogórek? 16 kcal na 100 gram. Brzmi zdrowo i odchudzająco? No to jeb, dodaje do tego śmietanę, oczywiście 18% ale jakby mogła to i 30% dodała. No i obowiązkowo sól. No ja rozumiem że podczas wojny trzeba było jeść tłusto, ale na boga wojna skończyła się 70 lat temu. Czy to ta słynna demencja starcza?
A
źródło: comment_HtQL6ba9Gg3A4SCo6E32oDfAxImTblQC.jpg
Pobierz