Wstaję na ogromnym kacu, jest południe. Ledwo jestem w stanie ugotować makaron. Makaron gotowy, posypuje jakimś wziętym z niemojej półki, przeterminowanym curry. Wszystko wkładam do rondla, bo wszystkie talerze zabrudzone mocno. W pokoju wstaje z podłogi mniej skacowany kumpel, który u mnie nocował na podłodze i pyta co je, a ja odpowiadam
A jak się chwali u Androloga?