Dziś jeden z lokalnych kolarzy amatorów robi everesting (czyli podjeżdża tyle razy, że suma przewyższeń odpowiadała wysokości Everestu) i zbiera pieniądze na fundację spełniającą marzenia śmiertelnie chorych ludzi. Masa ludzi przyjechała wspierać i samemu się wspiąć kilka razy. Byli też Franck Schleck i Bob Jungels. Ja podjechałem cztery razy, zjadłem gofra na górze (ostatni wjazd to była taka runda honorowa z większością uczestników), wrzuciłem kasę do puszki
Pomysłowość rodaków czasem mnie zadziwia.
Reszta w komentarzach.
źródło: comment_qiGfyeZbN9JaJETxZUuOfzxIQEpmPEh4.jpg
Pobierz