Nie zapomnę sytuacji kiedy chodziłem do pewnego białostockiego ,, klubu, baru,, przez kilka lat na odstresowego kielicha. To było moje miejsce spokoju i relaksu. Zawsze po tych kilku kielichach lub piwach wracałem spokojnie do domu aż do pewnego dnia kiedy straciłem kontrol nad sobą, chyba coś mi dosypali albo naprawdę się narabalem co było to dziwne bo obudziłem się w kabarynie z sześcioma psami z rekoma skutymi z tyłu za plecami. Byłem
Dovekebaba


