Nienawidzę spóźnialstwa.
Zaprosiłem ostatnio kolegę do siebie na 18, godzina mu pasowała, napisał że wpadnie na chwilę.
Spóźnił się niemal dwie godziny, nie dał żadnego znaku, że będzie później, a w dodatku siedział długo, mimo moich jasnych sygnałów, że powinien spadać i wcześniejszych deklaracji, że przyjdzie tylko na chwilkę.
Zaprosiłem ostatnio kolegę do siebie na 18, godzina mu pasowała, napisał że wpadnie na chwilę.
Spóźnił się niemal dwie godziny, nie dał żadnego znaku, że będzie później, a w dodatku siedział długo, mimo moich jasnych sygnałów, że powinien spadać i wcześniejszych deklaracji, że przyjdzie tylko na chwilkę.






