Poszedłem do przyosiedlowego sieciowego marketu, przed wejściem zagadała do mnie kobieta koło czterdziestki

-przepraszam, czy ma Pan może jakieś drobne?
-niestety nie

w sumie nie skłamałem, miałem w portfelu jeden banknot pięćdziesięciozłotowy a tej pani pewnie chodziło o dwa złote na wózek, bo to jeden z tych marketów, gdzie po przekroczeniu drzwi wejściowych bez wózka na kółkach jesteśmy skazani na noszenie wszystkiego w rękach bo zwyczajnie nie ma koszyków ręcznych. Dziarsko wszedłem do sklepu, dokonałem
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach

@katinka: u mnie obyło się bez obalonych drzew, ale błyszczało niemal cały czas. Jasno jak w dzień. Nie jakieś tam pojedyncze piorunki na horyzoncie. Było co oglądać.
Ale pociesze was, że mój różowy także chrapała w najlepsze ( ͡° ͜ʖ ͡°)
  • Odpowiedz