W sobotę byłem na imprezie w klubie. Około 1 w nocy, już trochę podchmielony, chwiejnym krokiem poszedłem do samochodu. Wyjmuję kluczyki, i próbuję je włożyć do zamka, męczę się z tym niemiłosiernie. Nagle za łokieć łapie mnie jakiś chuderlak i mówi, że w takim stanie nigdzie nie jadę. Nie mając ochoty na żadne zaczepki, odtrąciłem jego rękę i dalej próbuję otworzyć ten cholerny zamek. Gość chyba nie zrozumiał aluzji, zaczyna mnie szarpać
#2137