Gdzieś w Polsce, biały mężczyzna lat 25+ który nie jest lekarzem, sędzią, prokuratorem, adwokatem, pilotem ani samolotem (ogólnie zwykły kołchoźnik na etacie) budzi się rano, otwiera oczy... i już mu się nie chce niczego, a jest dopiero poniedziałek.
Niby lato słońca wiele, a jednak wszystko czarno-białe. Tuż pod koniec zmiany jakoś tak troszkę jakby weselej, po drodze żabka a może i dwie, jakiś cipsik, jaki Harnaś na wieczorek by osłodzić ten łez
Kwestie tego czy alarm był włączony słusznie czy też nie pozostawiam do dyskusji we wcześniejszych wpisach. Chciałbym się z wami podzielić jedynie drobną refleksją.
Budzę się, otwieram oczy, słyszę syreny.. myślę do roboty zaspałem. Patrzę na zegarek, jeszcze czwartej nie ma, myślę ocho.. zaczęło się. Zaczynam bić się z myślami, syreny cichną. Po krótkiej chwili znowu je słyszę i wiecie co? Jedynie co byłem w stanie zrobić aby poprawić swoją sytuacje to
Weźcie chłopu wytłumaczcie... Co to za tajemnicza technologia drzemie w takim cudzie techniki że krzyczą za niego 12,500 zł... Płakać się po prostu chce
Niby lato słońca wiele, a jednak wszystko czarno-białe. Tuż pod koniec zmiany jakoś tak troszkę jakby weselej, po drodze żabka a może i dwie, jakiś cipsik, jaki Harnaś na wieczorek by osłodzić ten łez