Ja zawsze robię tak: zapraszam dziewczynę na obiad do drogiej restauracji - siadaji zamawiaj co zechcesz - mówię. Wtedy rozdziawia buzię i bada mnie spojrzeniem jakby zastanawiała się, czy przypadkiem nie chcę zjeść jej ojca. A ja, oparty o krzesło mówię że Knur jestem. - Ona zamawia, krewetki w sosie beszamelowym, przystawki. Pytam kelnera, co szef kuchni poleca na danie główne, gdy wymienia nie słuchając krzyczę - biere, byle najdroższe, wszystko dla
Piotrunus






@lolek32
sapiacy klienci to jedno
wyzywanie ich to drugie.
zresztą skoro już wcześniej był impuls, że coś jest nie tak, to powinni byli zrobić porządek