Muszę się w końcu wygadać, bo duszenie wszystkiego w sobie mnie dobije.
Streszczenie: od kilku lat jestem bardzo nieszczęśliwa i chyba nie czeka mnie już nic dobrego - mam problem ze związkami, kocham faceta, z którym nie jestem od dawna.
Spotykanie się z facetami zaczęłam dość późno, miałam 21 lat. Pierwszy facet, półroczny związek, bez szału - chyba sama nie do końca wiedziałam jak powinno to wyglądać. Z mojej strony brak okazywania uczuć, chłód,
A, no i kolejna rzecz. Od wczesnej młodości miałam o sobie dosyć kiepskie zdanie, tzn. nie przyjmowałam do wiadomości, że ktoś mógłby mnie zechcieć. Wtedy to wynikało z wyglądu (spora niedowaga, aparat na zębach itd). Na "stare lata" zmieniłam się na lepsze jeśli chodzi o fizyczność (podobno jestem ładna i zgrabna, sama oczywiście bym tego o sobie nie powiedziała). Mimo to nadal nie uważam, że ktoś mógłby mnie pokochać, chociaż były rzekomo
@seventy_percent: Kiedyś nawet zapisałam się na wizytę z NFZ - czas oczekiwania dwa lata (czyli teraz zostałby rok). Nie wiem, czy potrafiłabym powiedzieć to wszystko co napisałam tutaj. Nawet teraz czuję, jak łzy płyną mi do oczu i nie chce mi się po prostu nic. Od dwóch cholernych lat marnuję czas i młodość na zamartwianie się rzeczami, na które nie mam wpływu, albo zastanawianie się, czy on już kogoś poznał.
@seventy_percent: Czuję, że póki teraz nie potwierdzę, czy z kimś jest (lub nie) to nie wrócę na właściwy tor (z którego zeszłam). Wiem, że to bez sensu - jeśli nie teraz, to pewnie za jakiś czas może kogoś poznać. Zdaję sobie sprawę ze swojego n----------a i niesamowicie nad tym ubolewam.
@seventy_percent: Już właściwie nie chcę żadnej relacji. On do mnie pasował, rozumieliśmy się bez słów. Ilekroć się z kimś spotykałam później, to okazywało się porażką. Przestałam.
@InsaneMaiden: Z NFZ będę mieć wizytę za 2 lata - szczerze mówiąc nie wiem, czy dożyję tego momentu, ale cóż - już poniekąd pogodziłam się z tym, że musi być tak, jak jest teraz.
@InsaneMaiden: Oczywiście, że pracuję (poza tym mam milion innych zajęć - tak jak pisałam, rzucam się w wir pracy), ale rachunki czy kredyt same się nie spłacą, poza tym nieustannie mam nieprzewidziane wydatki, często wysokie. Nie dam rady płacić tych 200 czy 150 zł za godzinę terapii, nawet jeśli miałaby być "tylko" dwa razy w miesiącu.
@InsaneMaiden: Miałabym więc wybór - umrzeć przez depresję albo długi czy niespłacone odsetki. Tak jak już pisałam - wszystko muszę sama. Niestety nie mam tyle szczęścia co większość moich znajomych, która może polegać na tę drugą osobę. Jestem sama. Dosłownie i w przenośni.
Streszczenie: od kilku lat jestem bardzo nieszczęśliwa i chyba nie czeka mnie już nic dobrego - mam problem ze związkami, kocham faceta, z którym nie jestem od dawna.
Spotykanie się z facetami zaczęłam dość późno, miałam 21 lat. Pierwszy facet, półroczny związek, bez szału - chyba sama nie do końca wiedziałam jak powinno to wyglądać. Z mojej strony brak okazywania uczuć, chłód,
@dobryuczynek: Później usunę, więc może niekoniecznie.
@ewolucja_myszowatych: Robiłam