Znowu tego grząskiego, białego gówna napadało. Gdyby nie to, że jest prawie koniec lutego, a trzymam się od początku grudnia, to rzuciłabym to bieganie w cholerę do wiosny. Mam już serdecznie dość klikania w dzienniku "pełne zachmurzenie" i "pokrywa śnieżna".
@kontra: I ślisko, ciężko. Dwa kroki w przód, jeden w tył. Trochę jak po suchej części plaży, w głębokim piachu. Może raz na dwa tygodnie byłoby to nawet zabawne, ale po trzech miesiącach niemal bez suchej nawierzchni mam już dość. :<
@Elveen: To prawda, że to zdecydowanie bardziej męczące niż suchy grunt albo asfalt. Jeśli to taki śnieg, że stopy w nim grzęzną, to nic fajnego, ale czasem też trzeba się namęczyć :P Trzeba szukać wydeptanych tras ;)
@dimer: Oj no bo miało być więcej, niedziela z założenia powinna być bardziej długodystansowa. Tłumaczę się sobie tym, że biegałam wczoraj, a zwykle w soboty mam wolne. :P wszak nie można przesadzać z tygodniowym dystansem! ;)
Pierwsze wybieganie, w którym dobiłam do granicy 20km :) nogi trochę zmęczone, ale poza tym radocha. No i te bajkowo zaśnieżone leśne tereny dookoła Zalewu Zemborzyckiego.
Znowu tego grząskiego, białego gówna napadało. Gdyby nie to, że jest prawie koniec lutego, a trzymam się od początku grudnia, to rzuciłabym to bieganie w cholerę do wiosny. Mam już serdecznie dość klikania w dzienniku "pełne zachmurzenie" i "pokrywa śnieżna".
#sztafeta