Naszły mnie takie myśli, że jest sporo mirków-przegrywów, którzy nie doceniają tego, że mają możliwość wyjścia z przegrywu (nawet jeśli wymagałoby to ogromnego wysiłku). Oczywiście jestem jednocześnie świadomy, że wiele osób można uznać za przypadki beznadziejne (sam kwalifikuję się do tej grupy), jest jednak spora grupa, która może coś zmienić (np. suchoklatesy).
Sam jestem dosyć specyficznym przypadkiem, ponieważ mojego przegrywu na pierwszy rzut oka nie widać - tylko kilka osób wie co jest jego przyczyną. Za miesiąc kończę 26 lat, przez całe życie często odnosiłem sukcesy w różnych obszarach i nie muszę martwić się o swoją przyszłość (już jakiś czas temu osiągnąłem dawny próg zarobków wykopowego programisty, a wiem, że z roku na rok będzie co raz lepiej). W jednej sferze ustępuję jednak prawie wszystkim - nigdy nie miałem dziewczyny.
Nie byłoby to niczym niecodziennym - tyle tylko, że po drodze pojawiło się wiele dziewczyn, które dawały mi znać, że mam u nich szanse lub wręcz same zabiegały, żeby się ze mną spotykać (nawet różowe w wykopowej skali 7-8). Dlaczego nigdy nic z tego nie wyszło? Tutaj zmierzamy do meritum. Na co dzień wyglądam przeciętnie, a biorąc pod uwagę całokształt (ubiór, perfumy, "ogarnięcie" życiowe, intelekt), można pewnie uznać mnie nawet za osobę w miarę atrakcyjną. Tyle tylko, że pod ubraniem kryją się niewidoczne z zewnątrz mankamenty wyglądu, które są u mnie źródłem ogromnych kompleksów i niestety wiem, że tych niedoskonałości nie da się zbytnio zniwelować (przy aktualnym poziomie rozwoju medycyny estetycznej). Dlatego sam nie dążę do spotkań z dziewczynami, a jeśli im na tym zależy, to celowo okazuję im brak zainteresowania (pewnie można uznać to za nieco egoistyczne zachowanie - one nie wiedzą, że wina nie leży po ich stronie) - wiem po prostu, że żadna atrakcyjna dziewczyna nie byłaby w stanie zaakceptować mojego wyglądu bez ubrania (dziewczyny mniej atrakcyjne niż te, z którymi się spotykałem, zresztą też nie).
@xyz23: Niestety nie, to wszystko prawda. Co gorsze mam poczucie, że z roku na rok sytuacja będzie się pogarszała - przepaść będzie coraz większa - z jednej strony będę coraz bardziej wyróżniał się pod względem ogarnięcia życiowego, a z drugiej coraz bardziej będę odstawał od innych osób w sferze uczuciowej.
@el_capitano_grande: @chomikgumiok: Rozstępy, mało jędrna (miejscami obwisła) skóra czy w niektórych miejscach wręcz cellulit - pozostałości po problemach hormonalnych w przeszłości. Uprzedzając komentarze, że na takie rzeczy pomagają zimne prysznice czy kremy - nie chodzi o drobne, ledwo widoczne rozstępy, tylko głębokie i na kilkanaście cm. Wydałem w ostatnich latach ok. 25-30 tys. PLN żeby poprawić swój wygląd, ale niestety widzę teraz, że jest to ślepa uliczka -
@sw3ar: No właśnie, ludzie słysząc o rozstępach myślą o tym co ma większość ludzi (szerokość 1mm, blade, ledwo widoczne i prawie niewyczuwalne), a nie o rozstępach takich jak na zdjęciu powyżej. Takich dużych nie mam na całym ciele, ale na prawie całym tułowiu - nie wiem, 30? 40? Dlatego właśnie chirurg plastyczny odradzał mi zajmowanie się nimi - tak naprawdę musiałbym wydać kilkadziesiąt tysięcy żeby zająć się wszystkimi, a efekt
@alicemeow: W przypadkach takich jak mój, wizyty u psychologa próby zmiany myślenia o sobie to po prostu oszukiwanie siebie. I piszę to jako osoba, która już tego spróbowała. Oczywiście, zawsze można komuś wmawiać, że wszystko będzie dobrze, że nic się nie stało etc. Myślę, że moja samoocena jest w miarę adekwatna. Nie uważam, że jestem ogólnie biorąc gorszą osobą od innych przez to jak wyglądam bez ubrania, ale mam jednocześnie
Sam jestem dosyć specyficznym przypadkiem, ponieważ mojego przegrywu na pierwszy rzut oka nie widać - tylko kilka osób wie co jest jego przyczyną. Za miesiąc kończę 26 lat, przez całe życie często odnosiłem sukcesy w różnych obszarach i nie muszę martwić się o swoją przyszłość (już jakiś czas temu osiągnąłem dawny próg zarobków wykopowego programisty, a wiem, że z roku na rok będzie co raz lepiej). W jednej sferze ustępuję jednak prawie wszystkim - nigdy nie miałem dziewczyny.
Nie byłoby to niczym niecodziennym - tyle tylko, że po drodze pojawiło się wiele dziewczyn, które dawały mi znać, że mam u nich szanse lub wręcz same zabiegały, żeby się ze mną spotykać (nawet różowe w wykopowej skali 7-8). Dlaczego nigdy nic z tego nie wyszło? Tutaj zmierzamy do meritum. Na co dzień wyglądam przeciętnie, a biorąc pod uwagę całokształt (ubiór, perfumy, "ogarnięcie" życiowe, intelekt), można pewnie uznać mnie nawet za osobę w miarę atrakcyjną. Tyle tylko, że pod ubraniem kryją się niewidoczne z zewnątrz mankamenty wyglądu, które są u mnie źródłem ogromnych kompleksów i niestety wiem, że tych niedoskonałości nie da się zbytnio zniwelować (przy aktualnym poziomie rozwoju medycyny estetycznej). Dlatego sam nie dążę do spotkań z dziewczynami, a jeśli im na tym zależy, to celowo okazuję im brak zainteresowania (pewnie można uznać to za nieco egoistyczne zachowanie - one nie wiedzą, że wina nie leży po ich stronie) - wiem po prostu, że żadna atrakcyjna dziewczyna nie byłaby w stanie zaakceptować mojego wyglądu bez ubrania (dziewczyny mniej atrakcyjne niż te, z którymi się spotykałem, zresztą też nie).
W
@dentq: @el_capitano_grande: @Bambro: Chciałbym, żeby chodziło o mikrobeniz - to akurat można w miarę
Myślę, że moja samoocena jest w miarę adekwatna. Nie uważam, że jestem ogólnie biorąc gorszą osobą od innych przez to jak wyglądam bez ubrania, ale mam jednocześnie