No mireczky. Pierwsze #coolstory jakim się podzielę z wami. Będzie to przykład nieogarniętej przez umysł ludzki matczynej miłości i perypetii śmietnikowych...

Mamełe miała w od zawsze taką obieraczkę do warzyw i innego zielonego cudactwa. Rączka antypoślizgowa, ergonomiczna i w ogóle. Ostrze - stał tytanowo-dwimerytowa - kute przez japońskich samurajów. Można by rzec, że był to jeden z ważniejszych artefaktów w kuchni(amerykańska nawiasem mówiąc). Tam gdzie była obieraczka tam była kuchnia.

Pewnego wrześniowego