Nie ma czegoś takiego jak dysleksja, dysgrafia czy inne - jest tylko i wyłącznie lenistwo, brak motywacji, brak odpowiednich nawyków czy też zwykły, ordynarny debilizm "chorego". Moja żona jest nauczycielką w szkole i widzi, że te wszystkie "zaświadczenia" to jeden wielki pic na wodę, furtka do "łagodniejszego traktowania" i prostszego przejścia przez jakże trudny proces edukacji. Osobiście wprowadziłbym przepis, że osoby "cierpiące" na jedno z w.w schorzeń winny być umieszczane w specjalnych
  • Odpowiedz
  • Otrzymuj powiadomienia
    o nowych komentarzach