Kurde, już od kilku dni nie wrzucałem nic pod tym tagiem, także dzisiaj pójdę w sumie....na łatwiznę.
Wrzucam ostatni kawałek Alice in Chains nagrany z Laynem...Korciło mnie już długo na ten czyn. Czemu? Ten kawałek jest specyficzny. Oprócz tego, że jest ostatnim kawałkiem z wokalami Layne'a, to on sam, mimo tego, że przegrywał walkę z uzależnieniem i wypadły mu zęby (sic!), nagrał naprawdę dwie konkretne perełki, które utwierdziły, że (przynajmniej dla mnie)
p.....o - Kurde, już od kilku dni nie wrzucałem nic pod tym tagiem, także dzisiaj pój...
Kolejna, ostatnia na dziś propozycja, to jakby nie inaczej, kawałek AiC ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Z płyty o bardzo innowacyjnej nazwie "Alice in Chains", którą uwielbiam, i która niestety była już zwieńczeniem longplay'owego dorobku zespołu z Laynem na wokalu. Bardzo ciężki klimat, ciężkie brzmienia (choć oczywiście mamy bardziej akustyczne podejście w postaci "Heaven Beside You" i "Over Now"), gdzie bardzo cenię w szczególności "God Am" i "Frogs", "Again"
p.....o - Kolejna, ostatnia na dziś propozycja, to jakby nie inaczej, kawałek AiC ( ͡...
@oisis: Waaait, co ty, wtedy do szkoły chodziłeś, jak Nevermind wydawali? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Będąc szczerym, prawdopodobnie oceniam teraz Nevermind przez pryzmat przekatowania tej płyty przez społeczeństwo, kulturę. "Smells Like..." jest przekatowane do bólu, wszędzie jest wciskana Nirvana + drażnią mnie ludzie pokroju "jak ja uwielbiam Nirvanę, płyta Smells Like Teen Spirit, a członkami zespołów jest mój kochany Kurt, perkusista i basista, aha, no i lubię
W sumie przyspamię czymś, czym co jakiś czas ktoś ciągle spami pod tymi tagami. No i avatar zobowiązuje ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Co mogę poradzić na to, że Jar of Flies jest dla mnie istnym majstersztykiem, ten klimat, te emocje płynące z wokali Layne'a, nastrojowej gitary Cantrella, genialnych partii basowych Mike'a Ineza i perkusji Kinneya, która dopełnia to fantastyczne zjawisko. Uwielbiam wracać zarówno do tej EPki, jak i
p.....o - W sumie przyspamię czymś, czym co jakiś czas ktoś ciągle spami pod tymi tag...
Przypomniała mi sie w sumie moja walka z deprechą. Zawsze, jak łapałem jakieś dno, puszczałem sobie ten kawałek. Dla mnie był i jest budujący jak cholera, czegokolwiek teraz bym nie słuchał, w jakichkolwiek klimatach bym nie siedział, jeżeli czuję, że dzień był #!$%@?, jakoś zawsze, ale to ZAWSZE muszę sobie odpalić ten kawałek, wtedy jest w #!$%@?ę lepiej i życie zawsze staje się prostsze. Żeby nie było, to nie jakieś #zalesie (
p.....o - Przypomniała mi sie w sumie moja walka z deprechą. Zawsze, jak łapałem jaki...