Witam. Piszę na wypoku, bo potrzebuję życiowej porady od męskiego grona (jest tu mimo wszystko trochę ogarniętych ludzi). Kupujemy z żoną nieruchomość i zastanawiamy się jak to rozegrać od strony prawnej, a jednocześnie kminimy nad ustaleniem wspólnoty małżeńskiej.
Z moją żoną znamy się właściwie od dzieciaka jak “łyse konie”. Darzę ją zaufaniem jak nikogo innego, jest nam bardzo dobrze i się rozwodzić ani nic nie zamierzamy, choć nigdy nic nie wiadomo. Przy zawieraniu
@sigurdsson: albo rybki, albo grzybki. Niby chcesz z niej zrobić właścicielkę nieruchomości w połowie, ale tak, żeby w razie rozstania jednak nią nie była. Jaki ma to sens i cel w tym układzie?
@sigurdsson: aspekt psychologiczny jest taki, że póki jest dobrze to jest dobrze, ale tak naprawdę to chcesz mieć furtkę. I bardziej chcesz tej furtki niż całej reszty
Z moją żoną znamy się właściwie od dzieciaka jak “łyse konie”. Darzę ją zaufaniem jak nikogo innego, jest nam bardzo dobrze i się rozwodzić ani nic nie zamierzamy, choć nigdy nic nie wiadomo. Przy zawieraniu