Żyjesz sobie jako brytol ładnych parę lat. Inglisz perfekt, tea time, kulturka itd. Aż tu nagle pani Mary, która opiekowała się tobą od kołyski mówi: "Sunday!! You're going down... to Poland".
No i koniec śmieszkowania, wracasz do macierzy. Polska C, zero perspektyw, darcie ryja w języku tobie niezrozumiałym o 5 rano i biologiczny ojciec do kórego się wprowadzasz na 25 m². Ojciec singiel, bo matkę rozjechał busiarz jakiś
#mmavip