Wczoraj wieczorem wracałem z centrum Warszawy i jakaś dziewczyna się na mnie rzuciła w furii, krzyczała nie wiem co przed moją twarzą w innym języku, popychała, a jak próbowałem odejść to zaczęła na mnie biec. Takie zombie trochę, oczy chyba przećpane, więc wolałem się nie wdawać w bójkę bo wyglądało jakby mogło się źle skończyć. W sumie szczęście, że nie miała noża. Po drodze demolowała wszystko i rzucała hulajnogami. W kapturze, ale
oczywiscie123
