Upadłem zbyt nisko by wznieść się z powrotem w przestworza. Widziałem zbyt wiele by nie patrzyć znowu. Z iskrą w sercu i nadzieją, że ta noc końca nie pozna, a światło sprawi by zapadł mrok idę niczym wiatr na walkę z wiatrakami. Potem umrę i będę cieniem wśród zażółkłych latarni oświetlających drogę pomiędzy sylwetkami drzew układających się w ironiczny uśmiech wiary w to, co nie istnieje.