Witam,
Mam spory problem i nie wiem co robić.
Około miesiąc temu 1 z członków rodziny(+50lat), zaczął się okaleczać dość poważnie, udało się go namówić aby poszedł się leczyć do szpitala(odział psychiatryczny). W szpitalu doktor która go "badała" po 5min rozmowy wystawiła swoją diagnozę i przez kolejne kilka tyg z nim nawet nie rozmawiała - akurat ten szpital z tego słynie, że mają dość kiepskie podejście do pacjenta. No, ale do rzeczy:
Mam spory problem i nie wiem co robić.
Około miesiąc temu 1 z członków rodziny(+50lat), zaczął się okaleczać dość poważnie, udało się go namówić aby poszedł się leczyć do szpitala(odział psychiatryczny). W szpitalu doktor która go "badała" po 5min rozmowy wystawiła swoją diagnozę i przez kolejne kilka tyg z nim nawet nie rozmawiała - akurat ten szpital z tego słynie, że mają dość kiepskie podejście do pacjenta. No, ale do rzeczy:
Około tydzień temu wyszła ze szpitala, ciągle się tnie od tego czasu - cały brzuch pocięty, ręce po całej długości(pionowe rozcięcia przez całą rękę), brakuje już miejsca na nowe rozcięcia, ciągle nadużywa leki psychotropowe, nie wie co się w około niego dzieje, ciągle pyta o godzinę, zapomina co się do niego przed
Jak można go wziąć na oddział dzieny jak nie ma jakiekolwiek współpracy - jest w zbyt kiepskim stanie, rozmowy nic nie dają... Po kilku godzinach i tak nie będzie pamiętał, ma zbyt duże zmiany nastroju i ciągle jest pod wpływem leków które nadużywa - w takim stanie nie da się go do niczego przekonać,
Wtedy poszedł sam na miesiąc do szpitala, ale tam żaden specjalista nawet z nim nie rozmawiał - dawali tylko leki i tyle.
Teraz też możemy załatwić prywatnie jakieś skierowania, ale co
Może trzeba gdzieś skargę napisać?
Obecnie jest bardzo kiepsko i z każdym dniem coraz gorzej, nie wiemy czy do jutra się nie zabije...
Sama psychiatra jego wie, że z nim jest coś nie tak bo mówiła, że powinnien chodzić gdzieś na terapie(oni się tym nie specjalizują), ale jak
Dziś go przerzucali po szpitalach - po 3-4h był już w domu, w pogotowiu sam jechał(to chyba normalne), a zanim udało się nam czegokolwiek dowiedzieć to już
Po 1 jego większej akcji(opisana w spolierze) gdy wyszedł na przepustkę i po 2h zabrało go pogotowie bo wpadł w niebezpieczny szał - jego lekarz
Czyli jeśli ktoś wyraźnie zagraża sobie i innym to gdy nie ma miejsc to się go poprostu wypuszcza do domu?