Wczoraj koło dwudziestej przejeżdżając przez Białołękę zobaczłam na ulicy potrąconego kota. Zatrzymałam się. Kot żył. Z pyska leciała mu krew. Zabrałam go do veta. Dwie osob, które zatrzymały się, pomogły mi go przenieść na kocu (dzięki bardzo za pomoc dwójce młodych ludzi). Niestety trzeba było podjąć decyzję o eutanazji. Mam trochę mieszane uczucia, bo jako, że kot nie miał chipa, w recepcji powiedzieli, że ja staje się właścicielką i ja muszę wyrazić
@NaczelnyHejterWykopu: Prawo jest z-----e. Niby czemu wet ma płacić?