W mieście, w którym mieszkam, obok postoju taksówek jest budka telefoniczna z lat 80, na którą należy zadzwonić, aby wywołać jednego z panów taksówkarzy, który podchodzi, aby przyjąć zlecenie. Dzisiaj spędziłem dobre 20 minut, siedząc na ławeczce obok i z miną niewiniątka raz po raz wykręcałem numer. Plan najprostszy z możliwych, a jakże skuteczny. Pan, słysząc głośny dzwonek aparatu, wychodził z auta, podchodził do budki, a ja się rozłączałem. Taksówkarz wracał do
Komentarz usunięty przez moderatora