Czy Wy rozumiecie to, że barany z patronajta bydlaka płaca mu co miesiąc myto za to, że przekartkuje wybraną przez nich książkę i odniesie się do wyrwanych z kontekstu fragmentów na lajwie, co stanowi pewnie coś koło 0,2% zawartości danej książki i tak naprawdę nic się z tego nie idzie dowiedzieć? Ja wiem, że ludzie najczęściej w ogóle książek nie czytają, ale płacić komuś za przekartkowanie książki za nich, to jest jakiś

przemytni-azbestu
























